piątek, 8 stycznia 2021

Frederick Forsyth "Fox"

 

Jak ja to lubię! już zapomniałem ile frajdy może dać prosta, szpiegowska książka. Dodatkowo - współczesna! Akcja toczy się w 2019 roku. Kontekst wyrazisty: Putin, Trump i rozgrywki dyplomatyczne pomiędzy Wielką Brytanią: Rosją, USA, Koreą Północną i Iranem. A wszystko za sprawą genialnego 18 letniego hakera z Aspergerem. W takich książkach wszystko jest proste, mimo pozornego skomplikowania. Nawet zespół Aspergera zaczyna zanikać... Warto od czasu do czasu się zrelaksować.

Ocena: 5

(Wydawnictwo Albatros; Warszawa 2019; stron: 345)

czwartek, 31 grudnia 2020

Krzysztof Varga i inni - zestawienie grudniowe

 

Krzysztof Varga "Dziennik hipopotama"

Dziennik obejmuje okres od 25.04.2018 do 21.03.2020. Poznaczyłem go dziesiątkami fiszek i podkreśleń. Znalazłem mnóstwo mądrych słów, myśli, z którymi się zgadzam, jak również wiele inspiracji literackich (kilka już zakupionych) oraz filmowych (jeden serial już oglądnięty), ale ...

No właśnie, ale ...

Ten "Dziennik" naprawdę bardzo dużo mi dał, jednak chyba zbyt mocno nastawiłem się na fajerwerki intelektualno- poznawcze i trochę się rozczarowałem. Przede wszystkim dla kogoś, kto czytuje felietony Krzysztofa Vargi, książka jest jest zbiorem kilkuset mini felietonów. To trochę nudzi, a czasem drażni. Częste powtórzenia ulubionych słówek autora i jego styl dziennikarski znikają, kiedy czyta się go co tydzień, zaś codziennie przez kilkanaście dni - wkurza.

Jest druga rzecz, która tak szczerze mówiąc mnie osobiście lekko irytując jednocześnie budowała psychicznie. Mianowicie, dojmująca samotność pisarza, jego poczucie beznadziejności tworzenia, lęk przed zniknięciem, zapomnieniem "bezwnukową" starością. Powiedzmy głośno prawdę! Nic tak nie poprawia nastroju jak cudze nieszczęście. Mój nastrój jest szczególnie zrewalidowany, bo odnajduję między mną a Krzysztofem Vargą (przepraszam, z całym szacunkiem) wiele podobieństw. Jest jednak jedna różnica. Ja w odpowiednim czasie podjąłem DECYZJĘ. O tym, czy była ona słuszna, czas pokaże, ale ją PODJĄŁEM! Nie ma nic gorszego niż grzech zaniechania.

Co tam! Uwielbiam pana Krzysztofa za jego erudycyjne malkontenctwo i trzymam za niego kciuki!

Ocena: +5

(Wydawnictwo Iskry; Warszawa 2020; stron 620)



Markus Zusak "Złodziejka książek"

Ta książka jest po prostu ładną opowieścią. Opowieścią o złych czasach, przyjaźni, miłości i o tym, że zawsze warto być przyzwoitym. To przyjemna i wzruszająca książka, I choć wszystko, co wyżej napisałem, to ogólniki jakieś wyświechtane, to chyba trzeba tak o tym dziele napisać,. bo paradoksalnie tak nie powinno być... Za opisanie małomiasteczkowego klimatu w faszystowskich Niemczech wziął się 45 letni obecnie Australijczyk. Za narratora wybrał sobie "Pana Śmierć", a bohaterami uczynił parę dzieciaków. Zderzył ze sobą światy faszystowskiej propagandy, hitlerjugend i zastraszenia oraz buntu wobec zła, człowieczeństwa i lojalności. To mogło się nie udać. Ba! Szanse na dobrą książkę były raczej marne, ale autor ma chyba dar pięknego opowiadania, takiej ciepłej gawędy, bajki. Nie wiem! W każdym razie utwór Marka Zusaka bardzo mi się spodobał. Spodobał na tyle, że po zakończeniu lektury, "odpaliłem" CDA i obejrzałem film, równie urokliwy (właśnie! owo słowo w ogóle nie pasuje do poruszanej tematyki), ale momentami mocno odchodzący od treści oryginału.

Ocena: 5

(Wydawnictwo Nasza Księgarnia; Warszawa 2008; stron: 495)



Jerzy Andrzejewski "Ciemności kryją ziemię"

Pamiętam, że po lekturze, w wielu siedemnastu alt, książka ta zrobiła na mnie ogromne wrażenie. To był okres mojego buntu i wprowadzania religii do szkół, a więc zgrało się idealnie. Dzisiaj, po przeszło trzydziestu latach widać, że katecheza poza salką katechetyczną, to był głupi pomysł i kościół zbiera teraz jego pokłosie wyrażające się między innymi słabą frekwencją na lekcjach...Odleciałem...

Zastanawiam się czy Umberto Eco czytał Andrzejewskiego?! Mogliby podać sobie ręce. Obaj byli świetni. Szkoda, że autor "Popiołu i diamentu", wielki intelektualista odchodzi w zapomnienie. Rugują go Blanki Lipińskie, Mrozy i inne Bondy... Szkoda ...

"Ciemności kryją ziemię" są evergreen'em.Zawsze będą myślących ludzi zmuszać do refleksji. Dla mnie wniosek na dzisiaj, po ich lekturze to: SŁOWO RZĄDZI. Wszystkie -izmy rządzą, sterują i manipulują przede wszystkim słowem.

"Exurge Domine, et iudica causam Tuam"

Ocena: 6

(Wydawnictwo Siedmioróg; Wrocław 2017; stron: 127)



Henryk Mandelbaum "Ja z krematorium Auschwitz" - rozmowa

To wywiad przeprowadzony przez dwóch naukowców: Igora Bartosika i Adama Willma z Henrykiem Mandelbaumem, byłym więźniem Sonderkommando w KL Auschwitz.Książkę wydało w Oświęcimiu w 2017 roku Państwowe Muzeum Auschwitz - Birkenau.

Kiedy sobie uświadomisz, patrząc na zdjęcie młodego bohatera niniejszej pozycji, że odczytujesz bezpośrednią relację świadka, który tam był, który pracował w krematorium i dotknął koszmaru, piekła, upadku człowieka. Kiedy zrozumiesz, że Henryk Mandelbaum, pod groźbą śmierci był zmuszany do przeszukiwania zagazowanych zwłok i wyrywania im złotych zębów ... kiedy ... Wyć się chce. Po prostu jedź do KL Auschwitz, zobacz, kup tę książkę i przestań się ekscytować kolejnymi komercyjnymi gównami z cyklu: Dziecko, Kochanka, Skrzypek itp, itd. z Auschwitz.

Trochę szacunku dla pomordowanych!



Agata Christie "A.B.C."

Postanowiłem sobie, że w dłuższej perspektywie przeczytam, może nie wszystkie, ale sporo książek Królowej Kryminału. Moim zdaniem, naprawdę warto, bo krótkie, zwarte historie są logiczne i niewydumane, jak to zdarza się dzisiaj większości komercyjnych "tworzydeł". Dowód na tę tezę znajdzie się całkiem przypadkowo poniżej. Klasa, elegancja i autorski pomysł kontra niby fabularyzowany reportaż. Obrzydliwy!!!! Z faktografią opartą na wiedzy zaczerpniętej z Wikipedii. Jezu! I ta żałosna próba autora wcielenia się w umysłowość zwyrodnialca i potwora ... Te pseudointelektualne wywody psychopaty i mruganie, niczym Hannibal Lecter z ekranu, do ... czytelniczki. Aha! O czym mowa?

Max Czornyj "Zimny chirurg"

Naprawdę, czysty przypadek sprawił, że przeczytałem te książki jedna po drugiej. Max Czornyj miał pecha.

Ocena 1: 5

Ocena 2: 1

(Wydawnictwo Dolnośląskie 2019; stron: 183)

(Wydawnictwo Filia; Poznań 2020; stron: 335)

wtorek, 10 listopada 2020

Paweł Sołtys "Mikrotyki"

 

Kolejny zbiór opowiadań, który zrobił na mnie wielkie wrażenie. Chyba, poza wszystkim, po prostu lubię ten gatunek literacki.Właściwie ... wszystko, co trafne o tej książce, napisał na obwolucie Mistrz Krzysztof Varga i czuję się niezręcznie dorzucając swoje trzy grosze. Według zaleceń recenzenta czytałem "w skupieniu. Odkładałem. Przeżywałem i przemyśliwałem".
Faktycznie, krótkie opowiadania aż ociekają treścią, są jej pełne, a opisy tak plastyczne, że pobudzają nie tylko wyobraźnię, ale także zmysły powonienia i smaku.
Refleksje nad mijającym czasem są głębokie bo oparte na osobistych wspomnieniach autora i podczas lektury niektórych czułem się jak w trakcie miłego jesiennego wieczoru, gdy przy kielichu wspominamy sobie z przyjacielem dawne ..., dobre ... czasy ("...dzisiaj noc jest czarniejsza"), posługując się naszą "grypserą". (Cóż, wspólnota pokoleń!)
Dzieło sponsorowane przez hasło PANTA RHEI jest mieszaniną smutku, nostalgii, "spisu cudzołożnic", i tęsknotą za szczeniacką beztroską.
Świetne! Czytać bardzo powoli i koniecznie ze zrozumieniem.

Ocena: 6

(Wydawnictwo Czarne; Wołowiec 2018; stron: 142)

Katarzyna Puzyńska "Rodzanice"

 
Pani Katarzyna robi tym razem tylko ilość. jakości brakło, mimo całej mojej sympatii. Saga o Lipowie znalazła się na krawędzi serialu dla małolatów o Wilkołakach i "Dynastii", gdzie wszyscy już ze wszystkimi spali i zaczynamy "wchodzić" w kazirodztwo. Szkoda! Ale!!! Rozumiem - wypalenie zawodowe. Ponieważ to była dziesiąta książka z serii, to wytrwam do końca.

Ocena: - 3

(Wydawnictwo Prószyński i S-ka; Warszawa 2019; stron: 553)

poniedziałek, 9 listopada 2020

Agata Christie "Dom zbrodni"

 

Ponieważ, co tu kryć, lubię kryminały, postanowiłem od czasu do czasu sięgnąć do klasyki. Agata Christie to gwarancja logicznej struktury i angielskiej elegancji. Lubię to. Uwielbiam też prezentowanie kolejnych portretów postaci, u których każdorazowo znajdujemy jakąś rysę. Rysa owa może wskazywać na bycie mordercą. A na końcu okazuje się, że zabijał zupełnie ktoś inny.
Miło, szybko i przyjemnie.

Ocena: 5

(Wydawnictwo Dolnośląskie; Wrocław 2015; stron: 217)

sobota, 24 października 2020

Szczepan Twardoch "Pokora"

 

Moja pierwsza myśl po przeczytaniu ostatniej strony: "Pokora przekombinował ... Twardoch też".
Wyjaśnienie: Myślę, że jako czytelnik dzieł wszelakich Szczepana T., jego zwolennik, orędownik i miłośnik mam prawo do odrobiny (niekoniecznie konstruktywnej) krytyki. Bo to wszystko, co znajdujemy w najnowszej powieści autora z Pilchowic już było. Cała ta myśl o miałkości jednostki, trybach historii, znaczeniu tradycji, okrucieństwie wojny, wartości miłości, czasem toksycznej a zawsze ślepej, o Oberschlesien i rozdwojeniu jaźni, na które cierpią Ślązacy, gdzie mówi się trzema językami, a brat strzela do brata, o brudzie i chwiejności polityki... To wszystko już było ..., w "DRACHU". A "Drach" jest genialny, trudny, ze swoimi passusami niemieckiej i śląskiej gadki - bez tłumaczenia w przypisach i z wypożyczoną od Władimira ZAZUBRINA narracją. 
Właściwie mam pretensje do Szczepana Twardocha, że znowu mnie nie zachwycił, że zaledwie bardzo mi się podobało. Zdaję sobie sprawę, że będzie mu trudno każdorazowo pobijać własny rekord świata. Wiem, czepiam się. Książka jest świetna. Pochłonąłem ją i już tęsknię do następnej. Świetnie odmalowane tło historyczne, detale językowe, szczegóły dotyczące broni, mundurów, pojazdów. Ta erudycja niezmiennie zachwyca, no i po lekturze pozostajemy ze sprawą do przemyślenia, przedyskutowania.
Czy Alois Pokora był tchórzem, zabawką w rękach Boga, czy na jego żywot wpłynęło traumatyczne dzieciństwo, czy był pyłkiem podczas wojennej zawieruchy???
Polecam lekturę i poszukanie odpowiedzi na te pytania.

Ocena: +5

(Wydawnictwo Literackie 2020; stron: 516)

Fiodor Dostojewski "Zbrodnia i kara"

 

Nie będę nawet próbował silić się na recenzję. Toż to klasyka i tomiszcza o niej napisano, ale odrobina sarkazmu nie zawadzi. Otóż, dla mnie, to dziewiętnastowieczna wersja "American Psycho". wersja oczywiście o wiele delikatniejsza. Z wyjątkiem najsłynniejszej sceny, w której główną rolę gra siekiera, nie ma tu brutalnych opisów. A propos "sceny", to miałem wrażenie jakbym czytał drobiazgową relację ze sztuki teatralnej.W porównaniu do współczesnych dzieł - książka potwornie przegadana. Kwestie dialogowe można często mylić z przydługimi monologami.Ale ..., ale wiem, inne czasy, inna obyczajowość, książka była wtedy jedynym "opisywaczem" świata. Zero internetu, zero tv, zero radia. Trzeba było odmalować cały świat i tylko dlatego dobrnąłem do końca. Tak, jak u dickensowskiego "Olivera Twista" poznawałem dziewiętnastowieczny Londyn, tak tutaj drobiazgowo został opisany Petersburg. To lubię. A co do głównego bohatera _ Raskolnikowa - może nie był psychopatą (jak świr stworzony przez Ellisa), ale socjopatą to już na pewno. Cytacik:
"Dlaczego mój czyn wydaje im się tak szkaradny? - pytał siebie. (Raskolnikow) - Czy dlatego, że jest występny? Cóż oznacza słowo "występek"? Sumienie mam spokojne. Zapewne zostało dokonane przestępstwo kryminalne; zapewne została naruszona litera prawa i przelana krew; ślicznie, weźcież za literę prawa moją głowę ... i basta! Naturalnie, w takim razie nawet liczni dobroczyńcy ludzkości, którzy nie odziedziczyli władzy, tylko sami ją zagarnęli, powinni być powieszeni od razu, po pierwszych swych krokach. Ale tamci ludzie potrafili to wytrzymać i dlatego mają słuszność, ja zaś nie wytrzymałem, a przeto nie miałem prawa  pozwolić sobie na ten krok."
Upatrywał zbrodnię jedynie w tym, że nie wytrzymał i, że dobrowolnie zgłosił swą winę."

(Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy; Warszawa 1971; tom I stron: 330; tom II stron: 319)