poniedziałek, 19 marca 2018

Hanya Yanagihara "Małe życie"


Na "Małe życie" czaiłam się już od dawna, jednak przez długi czas zdecydowanie nie było nam po drodze. W bibliotekach zawsze były do niej kolejki a chyba nie zależało mi ąż tak bardzo, aby zdecydować się na kupno. W końcu jednak doczekałam się, przeczytałam i.... mam bardzo mieszane odczucia. Na pewno nie jest to dla mnie takie arcydzieło, za jakie niektórzy uważają książkę Yanagihary. Z "technicznej" strony nie mam jej nic do zarzucenia. Czytało się ją naprawdę dobrze, narracja nie męczyła i nawet z ciekawością czekałam na rozwój losów bohaterów. Po przerzuceniu ostatniej strony jednak, w głowie zostało mi jedno wielkie WHAT? Nie jestem specjalistą od wiktymologii, ale "umiejętność" głównego bohatera do przyciągania do siebie sadystów i ogrom okropności, jakie spotykają jedną tylko osobę, jest dla mnie aż nierzeczywista. Chęć samounicestwienia zaś, mimo wszystkich dobrych rzeczy, jakie w końcu mu się przytrafiają i kochających ludzi, którzy go otaczają, zbyt melodramatyczna. Dlatego też, mimo iż czas spędzony z lekturą na pewno nie był stracony, rozczarowujący jest dla mnie fakt, iż pierwsze, co pomyślałam po skończeniu książki to "i po o on tak długo się męczył?" Pytanie to, niestety, towarzyszy mi do tej pory, i jest dla mnie kluczowe, jeśli chodzi o recenzję te pozycji. Trochę szkoda....

Ocena: 4

(Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2016, stron 814)

niedziela, 18 marca 2018

Wojciech Jagielski "Na wschód od zachodu"

Opowieść o prawdziwych hipisach. 
Szczerze ..., dopiero z tej książki dowiedziałem się, że tacy istnieli (istnieją?). Prawdziwi, czyli tacy, którzy wyzbyli się własności, głosili miłość i ruszyli w pieszą wędrówkę na wschód ... do Indii, aby odnaleźć siebie i uwolnić się od stereotypów zachodniej cywilizacji. Wytrwali nieliczni. W dziele pana Jagielskiego poznajemy Świętego (rocznik 1945), który wyruszył z Holandii w dobie Lata Miłości i Kamal (rocznik ok. 1973). która, opuściła Warszawę na początku lat dziewięćdziesiątych. Żadne racjonalne przesłanki nie zmuszały ich do takiego kroku. Chociaż paradoksalnie to właśnie owa racjonalność i przewidywalność życia w dobrobycie pchnęła ich do podjęcia takiej decyzji. Dwa różne pokolenia, dwa różne systemy państw, w których się wychowali, właściwie dwa różne światy, a mimo to, wybrali ten trzeci... w ich mniemaniu prawdziwy. Oboje byli konsekwentni w swoim wyborze. Kto był bardziej ortodoksyjny? Kto wygrał, a kto stracił? I czy w rezultacie faktycznie nie wylądowali tylko na wschód od zachodu? Dla mnie to smutna i pouczająca opowieść. Czy po raz kolejny rewolucja pożarła własne dzieci? ... Dzieci Kwiaty... Sami oceńcie. 

Ocena: 5

(Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2018, stron 313)