piątek, 28 sierpnia 2020

Małgorzata i Michał Kuźmińscy "Pionek"

 

No tak! Ona antropolog. On dziennikarz i bloger. Wszystko jasne! Mowa o autorach. Ich alter ego odnajdujemy w postaciach głównych bohaterów i to zarówno "Pionka", jak i wcześniejszej "Ślebody". Tym razem intryga wydała mi się bardziej skomplikowaną, ale też świetnie wplecioną w regionalne, bezbłędnie rozpracowane tło Śląska. Gwara, zwyczaje, swoisty matriarchat. Świetne! 
To druga książka pary autorów, którzy dali bardzo się polubić, również za to, że można się od nich sporo nauczyć. Sprawny język, profesjonalnie odmalowane postaci i ta rzetelna baza - wiedza, na której kryminał jest zbudowany. Dobra robota!

Ocena: 5

(Wydawnictwo Dolnośląskie 2016; str.: 429)

niedziela, 23 sierpnia 2020

Anna Dziewit - Meller "Od jednego Lucypera"

 


Na początku pragnę stwierdzić, że pani Dziewit - Meller stanowczo zbyt mało pisze! Jest albowiem pisarką wybitną i z upragnieniem czekam na Jej kolejne książki!
"Od jednego Lucypera" to pozycja, która zmusza do zastanowienia i otwiera możliwość wielu interpretacji, a tym samym dyskusji, co jest świetne, zwłaszcza gdy tak jak w moim przypadku jest z kim podzielić poglądy. (Dzięki Mamo!)
Śląsk, Śląsk, Śląsk! Jest specyficzny. Wypala piętno. Gdybym chciał być złośliwy (a przecież nie jestem) "trąci trochę Twardochem". Trzy pokolenia kobiet. Babcia, matka, wnuczka. Ich historie zawierają się w spektrum zawartym pomiędzy dwoma przeciwstawnymi biegunami, skrajnościami. Babcia i jej tragicznie przedstawiona siostra Maria, to reprezentantka świata ideologii faszystowskiej i komunistycznej, gdzie jednostka nic nie znaczy, jest pyłem, przedmiotem, zerem. Po przeciwnej stronie znajduje się Katarzyna (wnuczka), którą ostatecznie uformował dobrobyt, wolność wyboru, decydowania o sobie. Z pozoru żaden element codziennego życia, prozy dnia, ich nie łączy, ale jest jedna wspólna dla nich postać, która zdeterminowała ich losy i charaktery - Marijka. Przez jedną wypierana, przez drugą - odkrywana. Po środku tkwi matka (Małgorzata) - zahukane dziecko "socjalizmu z ludzką twarzą", której "znowu w życiu nic nie wyszło".
Wyłania się obraz śląskiej rodziny: 
"W tej rodzinie nie było nieślubnych dzieci, nie było rozwodów, nie było prania brudów poza domem, nie było samobójstw, nie było zdrad, nie było otwartej przemocy, były wyłącznie pasywna agresja, milcząca wściekłość, niezałatwione latami sprawy, węzły gordyjskie. Od czasu upchniętej gdzieś na samym dnie rodzinnych przekazów tragicznej historii z Marią Solik nie było już żadnego miejsca na odchylenia od normy, nie było o tym mowy. O odchyleniach milczeli, połykając swój ogon jak uroboros. Od pokoleń idealni, piekący dzieci w bogato zdobionej formie, dzieci puste w środku." (str. 286)
I to właśnie jest owa śląska rodzina. Być może trochę na siłę i trochę nieudolnie, jak wynika z powyższego, spaja ją i dominuje w niej kobieta, gospodyni, matka. I znów, nie jest to jakaś zwykła kobieta, to ŚLĄSKA kobieta! 
Przypadkowo natknąłem się na taki oto cytat:
"Królowa domowego ogniska, centralna, dominująca postać każdego śląskiego domu - tego obrazu (opis dzieła Pawła Wróbla - śląskiego prymitywisty - przyp. ja). Zresztą nie tylko tego, bo zwróćcie uwagę, że w śląskim malarstwie naiwnym, w przedstawieniach rodziny, kobieta jest zwykle wyraźnie większa od mężczyzny. Mężczyzna na tym obrazie reprezentuje świat zewnętrzny, przynależny do porządku kominów, hałd i szybów na horyzoncie. Stoi mały, na zewnątrz, na peryferiach, jakby w ogóle nie był tu potrzebny. Jakby na to, co dzieje się w domu, między kobietą a jej dziećmi, mógł patrzeć sobie tylko przez okno."
(Małgorzata i Michał Kuźmińscy "Pionek", str. 40)
Nie wiem, czy Anna Dziewit - Meller pisała swe dzieło pod wpływem opozycji binarnych, naoglądawszy się sztuki rodem z ojczyzny "czarnego złota", ale marginalna i z góry skazana na klęskę postać mężczyzny jest uwypuklana kilka razy na stronicach "Od jednego Lucypera". Może po prostu śląska dusza autorki daje znać o sobie? Panie Marcinie! Strzeż się Pan! Chociaż sam wychowałem się na Śląsku nie zauważyłem tej prawidłowości "beznadziei ślunskiego chopa", ale ja to element w sumie napływowy, nie muszę i nie mogę wszystkiego rozumieć.

Książka świetna, naprawdę porusza i chce się o niej rozmawiać.

P.S. Wiem, że słowo "Śląsk"w tym tekście zostało użyte zbyt wiele razy, co może razić, ale nie potrafiłem tego uniknąć.

Ocena: 6

(Wydawnictwo Literackie; Kraków 2020; stron: 298)



poniedziałek, 17 sierpnia 2020

Podsumowanie wakacji 2020

 



To chyba stanie się tradycją, że pod koniec wakacji będę formułował notatkę zbiorczą, bo czytam sporo, a ... czasu brak (?) na porządną recenzję wszystkich pozycji. Dlatego pozostają półśrodki. Po czasie, kilkunastu, kilkudziesięciu dniach, przyzwoitą ocenę trudno sformułować. A więc, ... pobieżnie i po łebkach!

  • John Irving "Czwarta ręka". Facet ma talent do ekscentrycznych i sprawnie napisanych powieści - scenariuszy. pomysły zadziwiające i szokujące, którymi się człowiek zachłystuje i szybko pochłania. Niestety, po lekturze więcej niż trzech pozycji zaczyna pachnieć sztampą, jednym i tym samym sprawdzonym komercyjnie wzorcem. Paradoks? Tak! W mojej wypowiedzi. Wynika to jednak z tego, że sporo książek Johna przeczytałem i wiem, co mówię. Gdyby to była moja pierwsza, być może uznałbym, że jest doskonała.
    (Wydawnictwo Prószyński i S-ka; Warszawa 2017; stron: 348)
    Ocena: 3
  • Płynnie przejdziemy teraz do innego oryginała Jonathana Carrolla i jego książki "Dziecko na niebie". To dopiero jest dziwak! Ale uwielbiam Go za nieprzeciętną wyobraźnię. Ba! Jaką nieprzeciętną ?! Toż to wyobraźnia genialna!!! Carroll niezmiennie mnie zaskakuje. Żałuję tylko, że sięgnąłem po tę książkę w wakacje, bo wbrew pozorom dawny najemnik Stanisława Lema, wymaga ciszy, spokoju i skupienia (plażowy koc, to nie jest miejsce dla niego). Bez tego, można się pogubić, co niestety w końcówce mi się przytrafiło.
    (Dom Wydawniczy REBIS; Poznań 2010; stron: 276)
    Ocena: 5
  • Zmieniamy nastrój i spotykamy się ze świętej pamięci Janem Kaczkowskim, który w wywiadzie rzece "Życie na pełnej petardzie", chcąc nie chcąc, przy okazji rozmowy, pokazał mi jaki powinien być dobry (w sensie wykonujący świetnie swoją posługę) ksiądz. Pokazał, że można mieć twardy kręgosłup moralny, ale jednocześnie szanować odmienne poglądy ... i pokora, jak u Bonieckiego... Kaczkowski dal się poznać jako osoba, która w świadomy, samodzielny sposób (bez presji kulturowej, społecznej, rodzinnej, ekonomicznej) podjęła decyzję o byciu księdzem. Przy okazji polubiłem też tatę księdza Jana, który jest autorem teorii o "Katolicyzmie Kucanym" W punkt!
    (Wydawnictwo WaM; Kraków 2015; stron: 246)
    Ocena: 5
  • Pozostajemy w kręgu rozważań o życiu i trafiamy do Wiesława Myśliwskiego i jego sztandarowo - kultowej książki "Traktat o łuskaniu fasoli". Tu, napiszę krótko: to nie jest dla mnie powieść świetna. I tyle. "De gustibus ... (etc)" Myśliwski uwiódł mnie całkowicie w "Uchu igielnym", a tutaj ... trochę znudził. Bywa.
    (Wydawnictwo ZNAK; Kraków 2018; stron: 446)
    Ocena: 4
  • Na koniec moja wytatuowana poprawiaczka nastroju i twórczyni Lipowa z całym anturażem, które po prostu lubię. Katarzyna Puzyńska i 2 kolejne tomy "Czarne narcyzy" (Wydawnictwo Prószyński i S-ka; Warszawa 2017; stron 633) i "Nora" (Wydawnictwo Prószyński i S-ka; Warszawa 2017; stron 810)
    Morze krwi i ocean ludzkich rozterek. Lubię to!
    Ocena: 5 i 5