czwartek, 5 kwietnia 2018

Marek Krajewski "Mock. Ludzkie Zoo"

Pana Eberharda Mock'a poznałem w 2008 roku. Wspólnie penetrowaliśmy Breslau, po którym krążyły "Widma", panowała "Dżuma", wreszcie miał nastąpić "Koniec świata". Zbyt wiele z tych zagadkowych peregrynacji nie pamiętam. To u mnie norma po lekturze kryminałów. Jednak ... Jednak Eberharda polubiłem. Brutal z wykształceniem klasycznym, pachnący i modny, a jednocześnie miłośnik piwa i golonki oraz burdeli wszelakich. Mock ciekawie prezentuje przedwojenny, niemiecki Wrocław. Seria z jego udziałem jest przyjemnie klimatyczna. A co do treści "Ludzkiego Zoo"? Sza! Przecież to kryminał.

Ocena: 5

(Wydawnictwo ZNAK Kraków 2017, stron 395)

poniedziałek, 19 marca 2018

Hanya Yanagihara "Małe życie"


Na "Małe życie" czaiłam się już od dawna, jednak przez długi czas zdecydowanie nie było nam po drodze. W bibliotekach zawsze były do niej kolejki a chyba nie zależało mi ąż tak bardzo, aby zdecydować się na kupno. W końcu jednak doczekałam się, przeczytałam i.... mam bardzo mieszane odczucia. Na pewno nie jest to dla mnie takie arcydzieło, za jakie niektórzy uważają książkę Yanagihary. Z "technicznej" strony nie mam jej nic do zarzucenia. Czytało się ją naprawdę dobrze, narracja nie męczyła i nawet z ciekawością czekałam na rozwój losów bohaterów. Po przerzuceniu ostatniej strony jednak, w głowie zostało mi jedno wielkie WHAT? Nie jestem specjalistą od wiktymologii, ale "umiejętność" głównego bohatera do przyciągania do siebie sadystów i ogrom okropności, jakie spotykają jedną tylko osobę, jest dla mnie aż nierzeczywista. Chęć samounicestwienia zaś, mimo wszystkich dobrych rzeczy, jakie w końcu mu się przytrafiają i kochających ludzi, którzy go otaczają, zbyt melodramatyczna. Dlatego też, mimo iż czas spędzony z lekturą na pewno nie był stracony, rozczarowujący jest dla mnie fakt, iż pierwsze, co pomyślałam po skończeniu książki to "i po o on tak długo się męczył?" Pytanie to, niestety, towarzyszy mi do tej pory, i jest dla mnie kluczowe, jeśli chodzi o recenzję te pozycji. Trochę szkoda....

Ocena: 4

(Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2016, stron 814)

niedziela, 18 marca 2018

Wojciech Jagielski "Na wschód od zachodu"

Opowieść o prawdziwych hipisach. 
Szczerze ..., dopiero z tej książki dowiedziałem się, że tacy istnieli (istnieją?). Prawdziwi, czyli tacy, którzy wyzbyli się własności, głosili miłość i ruszyli w pieszą wędrówkę na wschód ... do Indii, aby odnaleźć siebie i uwolnić się od stereotypów zachodniej cywilizacji. Wytrwali nieliczni. W dziele pana Jagielskiego poznajemy Świętego (rocznik 1945), który wyruszył z Holandii w dobie Lata Miłości i Kamal (rocznik ok. 1973). która, opuściła Warszawę na początku lat dziewięćdziesiątych. Żadne racjonalne przesłanki nie zmuszały ich do takiego kroku. Chociaż paradoksalnie to właśnie owa racjonalność i przewidywalność życia w dobrobycie pchnęła ich do podjęcia takiej decyzji. Dwa różne pokolenia, dwa różne systemy państw, w których się wychowali, właściwie dwa różne światy, a mimo to, wybrali ten trzeci... w ich mniemaniu prawdziwy. Oboje byli konsekwentni w swoim wyborze. Kto był bardziej ortodoksyjny? Kto wygrał, a kto stracił? I czy w rezultacie faktycznie nie wylądowali tylko na wschód od zachodu? Dla mnie to smutna i pouczająca opowieść. Czy po raz kolejny rewolucja pożarła własne dzieci? ... Dzieci Kwiaty... Sami oceńcie. 

Ocena: 5

(Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2018, stron 313)

niedziela, 25 lutego 2018

Harlan Coben "Nie mów nikomu"

W fejsbukowej grupie "Nie mam czasu, czytam książki" było info: "Coben za 7,99 z "Faktem"". Kupiłem (pierwszy raz w życiu "Fakt"), łyknąłem i tyle. Myślę, że gdyby Remigiusz Mróz spotkał Coben'a, to powinien mu powiedzieć: "Jestem Pana Idolem"😏. "Fakt" wypuszcza 27 Cobenów. Jako odmóżdżacz relaksujący, pozycja zasługuje aż na 3. Chociaż może co szybko i tanio, i z "Faktem", to tłumaczenie szwankuje? Uśmiałem się serdecznie... Na przykład:
"Wiatr wiał, drzewa kołysały się, a purpurowopomarańczowy zachód słońca zaczął przechodzić w odcień polerowanej cyny."
"Pobiegłem. Gałęzie smagały mnie po twarzy. Nie zważałem na to. Nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Nie zwracałem na nie uwagi. Moje płuca protestowały. Powiedziałem im, że muszą wytrzymać. Kiedy w końcu dotarłem do przypominającego fallus głazu i minąłem zakręt ścieżki, drzewo wciąż było na swoim miejscu. Stanąłem przy nim i łzy napłynęły mi do oczu."

Ocena: 3

(Wydawnictwo Albatros 2018, stron: 380, tłumaczenie:Zbigniew A. Królicki, cena 7,99 z "Faktem")

P.S. Od "Faktu" poproszę tantiemy.

czwartek, 22 lutego 2018

Mario Puzo "Rodzina Borgiów"

Rok 1492. Rzym. Początek Renesansu. Rodrigo Borgia buduje potężną pozycję swojej rodziny. Jako papież - Aleksander VI - w ciągu 10 lat dosłownie dzieli i rządzi. Juan, Jofre, Lukrecja i Cezar, dzieci papieża, są jednocześnie siłą sprawczą jego działań i narzędziami, przy pomocy których tka swoje intrygi.
A teraz "pojadę"....
W powszechnej opinii zdarza się słyszeć osąd, który stawia znak równości pomiędzy politykiem i dziwką. Nic bardziej mylnego. Dziwka, przynajmniej niektórym, stara się sprawić przyjemność. Polityk szuka korzyści dla siebie, a klientom przyjemność jedynie obiecuje. Taka teza znajduje historyczne potwierdzenie na kartach książki Puzo, a występujący w niej autor "Księcia" - Nicolo Machiavelli - mruga do nas okiem. I przez wieki nic się nie zmienia. Wystarczy choćby przeczytać trylogię Michaela Dobbs'a "House of Cards". Oczywiście! Precz z uogólnieniami!
W posłowiu do "Rodziny Borgiów" czytamy, że Mario Puzo przez całe życie interesował się włoskim renesansem. Ponoć tam odnajdywał analogie dla swoich dziel o Mafii. Myśl polityczna rodem ze słonecznej Italii robi wrażenie. Polecam.

Ocena: 5

(Wydawnictwo Albatros Warszawa 2005, stron 448)

poniedziałek, 19 lutego 2018

Carlos Ruiz Zafon "Labirynt Duchów"

"Opowieść nie ma początku ani końca, ma tylko prowadzące do niej drzwi.
Opowieść to nieskończony labirynt słów, obrazów i duchów przywołanych po to, żeby wyjawić nam ukrytą prawdę o nas samych. Opowieść to w ostatecznym rozrachunku rozmowa tego, kto ją pisze, z tym, kto ją czyta, ale narrator może powiedzieć tylko tyle, na ile pozwoli mu jego warsztat, czytelnik zaś wyczytać tylko tyle, ile sam zapisane ma w duszy.
To podstawowa zasada, na której opiera się sztuka przelewania słów na papier, bo kiedy już pogasną światła rampy i widownia opustoszeje, liczy się tylko wspomnienie zapisane w teatrze wyobraźni mieszczącym się w głowie każdego czytelnika. To właśnie marzenie każdego, kto sięga po pióro: że czytelnik otworzy serce którejś z jego papierowych postaci i da jej cząstkę swojego życia, żeby uczynić ją nieśmiertelną, choćby nawet na kilka minut (...)." strona 829

Nic dodać, nic ująć.

W cyklu "Cmentarz Zapomnianych Książek" to numer cztery - ostatni. Mroczna Barcelona, reżim generała Franco totalitarny, okrutny i krwawy, piękna agentka Alicja Gris, tajemnica rodziny Sempere i Juliana Carax'a. Niespełna tysiąc stron i szkoda, że tak szybko się kończy. W tej powieści jest wszystko: kryminalne zagadki, szpiegowska intryga, miłość, hołd oddany literaturze, piękny, sięgający poezji język. A całość ... A całość przemyślana, dopracowana, dopięta na ostatni guzik. Bez przypadkowości i szablonów. To również skarbnica błyskotliwych dowcipów i sentencji, głównie za sprawą genialnej postaci Fermina Romero de Torres'a.
Piękna rzecz.
Chcę również podkreślić niebagatelną zasługę autorów polskiego tłumaczenia: Katarzyny Okrasko i Carlosa Marradan Casas'a. Dotknęli majstersztyku i nie zepsuli go. Brawo!.

Ocena: 6!!!!

(Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA 2017, stron 885)

P.S. 
"Czwarta część, rozmiarów chorobliwie kolosalnych, doprowadzi nas w końcu do samego serca tajemnicy, a przewodnikiem będzie mój ulubiony czarny anioł, Alicja Gris. Na kartach sagi pojawią się bohaterowie i czarne charaktery oraz tysiące tuneli, dzięki którym czytelnik będzie mógł zbadać kalejdoskopową intrygę, podobną do tej fatamorgany perspektyw, która olśniła mnie tamtego dnia, gdy ojciec zaprowadził mnie na Cmentarz Zapomnianych Książek."

sobota, 17 lutego 2018

Anna Kamińska "Wanda. Opowieść o sile życia i śmierci. Historia Wandy Rutkiewicz"



Ponieważ "Wandę...." wzięłam do rąk jeszcze pod koniec ciąży, moja przygoda z tą książką trwała wyjątkowo długo, bo ponad pół roku. Początki macierzyństwa nie nastrajały niestety do spędzania czasu z lekturą, więc leżała i czekała. Sięgnęłam do niej znowu w świetle niedawnych wydarzeń na Nanga Parbat. Nie jestem jakąś szczególną fanką biografii, ta jednak zainteresowała mnie ze względu na moją ukochaną, górską tematykę. Autorka z całą pewnością wykonała kawał dobrej roboty starając się dotrzeć do jak największej liczby osób, które znały Wandę Rutkiewicz i przedstawiając bohaterkę z różnych perspektyw. A na pewno nie była ona człowiekiem jednoznacznym. Góry były jej wielką miłością. Czy jednak nie wyjeżdżała w nie dlatego, że wśród ludzi tu, na nizinach, nie mogła sobie znaleźć miejsca? Była bezwzględnym wspinaczem, który za wszelką cenę chce wejść na szczyt, czy też wrażliwą, zagubioną i nieszczęśliwą kobietą. której nigdy nie udało się spełnić marzenia o własnym domu i rodzinie? A może wszystkie te zdania w jakiejś części charakteryzują Wandę? Myślę, że każdy musi sam wyrobić sobie zdanie, a książka Anny Kamińskiej na pewno pomaga w przybliżeniu sylwetki tej wybitnej himalaistki. I choć nie jest to trzymający w napięciu kryminał o wartkiej akcji, na pewno jest świetnym źródłem informacji na temat historii polskiego wspinania dla wszystkich, którzy interesują się tym tematem lub dopiero chcieliby go zgłębić.

Ocena:4,5

(Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017, stron 475)