poniedziałek, 30 marca 2020

Rupert Isaacson "Opowieść ojca" - Przez mongolskie stepy w poszukiwaniu cudu

Będę brutalny, ale oceniam tę książkę jako zimno patrzący na zagadnienie fachowiec. Przede wszystkim jest owa praca (sprawozdanie? reportaż?) pełna sprzeczności. W tytule czytamy o poszukiwaniu cudu, w trakcie lektury o tym, że autyzm to nie choroba lecz stan (i słusznie!), a w zakończeniu słyszymy: "Czy "wyleczenie" jest zbyt mocnym słowem? Być może "uzdrowienie" byłoby lepsze? Otrzymał (dzieciak) zdrowie, nie lekarstwo. Rowan wciąż jest autystykiem." ........
Czegoś, co nie jest chorobą nie da się wyleczyć. Żeby być sprawiedliwym, autor-ojciec w pełni zdaje sobie sprawę z owych sprzeczności i niekonsekwencji. Jest mądrym i kochającym rodzicem. Wie, że się miota, wie, że popada ze skrajności w skrajność, boi się bo wie, że po chwilowej poprawie, przebłysku "normalności" może nastąpić katastrofalny regres, który potrafi opiekunowi dziecka z autyzmem odebrać resztki sił. Isaacson, wraz z żoną Kristin i synem Rowanem przeprowadzili wielki eksperyment. Rupert go udokumentował. Hipoteza brzmiała: Umysłowość, odczucia autystyka współgrają z przyrodą, naturalną duchowością (tu pojawiają się mongolscy szamani). Elementem doświadczenia była hipoterapia w podróży. Na pewno nie zaszkodziło i chwała rodzinie za podjęte wyzwanie, ale na trwałe zmiany nie ma co liczyć. Z książki wynika, że Rowan został zdiagnozowany w wieku 3 lat. Podróż odbył mając niespełna 6. Ojciec twierdzi, że w czasie pomiędzy (niecałe 3 lata) przetestowali na dziecku wiele rodzajów terapii, w tym behawioralną. Tę ostatnią, jako stawiającą zbyt duże wymagania przed rodzicami odrzucili. No właśnie...
Książkę warto przeczytać, aby poznać sposób rozumowania ojca dziecka z autyzmem, zastanowić się i ... podziękować Bogu. 
Szacunek panie Rupert! Trzymaj się!

Ocena: - 4

(Wydawnictwo Nasza Księgarnia - Warszawa 2010; stron: 383)

czwartek, 26 marca 2020

Olga Tokarczuk "Bieguni"

Mama kłopot. Kłopot polega na tym, że moje spostrzeżenia, wrażenia z lektury niniejszej książki, są zgoła inne od tych "zajawionych" na okładce. W innym przypadku pewnie bym się nie przejmował, bo przecież każdemu wolno samemu odczytywać "co autor miał na myśli", ale to przecież nasza najświeższa noblistka, wszyscy ją czytają i komentują..., a ja...? Może nie rozumiem, głupi jakiś jestem? Pal sześć! Dla mnie to książka o życiu, o tym, że wszyscy na tym padole jesteśmy pielgrzymami, wszyscy dokądś zmierzamy, dążymy (a więc jesteśmy w ruchu) do czegoś, albo uciekamy, kryjemy się (a więc jesteśmy w ruchu) od czegoś. To nie była łatwa i oczywista lektura, ale mnie zaintrygowała. Na zakończenie przygód Kunickiego czekałem do końca. Wciągały historyczne wtręty, jakby artystyczne opisy starych obrazów. Zaciekawił mnie mechanizm podróżowania. Porty lotnicze jako autonomiczne miasta- systemy. Osobiście, ilekroć lecę samolotem, czuję się jak cielak prowadzony przez układ nowoczesnych urządzeń, zupełnie nieporadny i pozbawiony możliwości decyzyjnych. Podobały mi się wątki autobiograficzne, które ... być może wcale nimi nie są. I choć nie do końca zgadzam się ze zdaniem, że "Bohaterami tej książki są nomadzi i koczownicy (...)" jak napisała Marta Cuber na łamach "Polityki", to uważam, że każdy kto lubi podróżować powinien "Biegunów" przeczytać.
Niepokoił mnie również wątek dawnych anatomów/ preparatorów. Nie do końca wiedziałem jak go wpasować w całość.Dlatego wdzięczny jestem autorce za zdanie z przedostatniej strony powieści" "Będziemy się zapisywać, to najbezpieczniejszy sposób komunikacji, będziemy się wzajemnie zamieniać na litery i inicjały i uwieczniać na kartkach papieru, będziemy się PLASTYNOWAĆ, zatapiać w FORMALINIE zdań."
Nieczęsto można trafić na książkę, która zmusza do myślenia. Ta taka jest. I chyba właśnie za umiejętność pobudzenia wielu umysłów dostaje się nagrody.

Ocena: 5

(Wydawnictwo Literackie; Kraków 2019; stron: 451)

środa, 25 marca 2020

Wiesław Myśliwski "Ucho igielne"

O jak bardzo podobają mi się takie książki! Takie nieoczywiste autobiografie. Mądre, głębokie. Dawniej, właśnie dlatego, szanowało się i słuchało (!) starszych ludzi. Seniorzy z perspektywy przeżytych dziesięcioleci mają to wyważone, pozbawione zbędnych emocji podejście do rzeczywistości. Opis przemijania i sztafety pokoleń, znane przecież autorowi z autopsji, zostały mistrzowsko przedstawione przez Myśliwskiego, który przecież wie, że znajduje się na ostatniej zmianie. Książka wymusza wręcz refleksję, każe przystanąć, zadać sobie pytanie: Na którym okrążeniu jestem i jaki jeszcze dystans przede mną? Niejako mimochodem, ale dokładnie, poznajemy przemijający i pełen zmian przełom wieków XX i XXI.
Nie wiem czy przy okazji, czy z pełną premedytacją postawił Wiesław Myśliwski wspaniały pomnik swoim rodzicom i pierwszej, pięknej, niespełnionej miłości.
Takie skromne resume zaznaczyłem sobie na 419 stronie:
"Ogarnęły mnie wątpliwości ... (...) I w ogóle czy człowiek jest w stanie zachować jedność ze sobą aż do starości? Nie do uwierzenia wydają się wspomnienia na starość, zwłaszcza z dzieciństwa, młodości, jakkolwiek sam nie jestem wolny od takich wspomnień, w które nie wiem dlaczego, wierzę. Co się kryje za tym, że jesteśmy tak nierozerwalnie przywiązani do czegoś, co nie wiadomo, czy było, lub czego nam życie poskąpiło, a z czego mimo to, stworzyliśmy odniesienie do naszej tęsknoty. Do czego w takim razie tęsknimy?"

Prawda, że mądre i piękne? Polecam!

Ocena: 5

(Wydawnictwo ZNAK; Kraków 2018; stron: 424)

niedziela, 9 lutego 2020

Camilla Lackberg "Złota klatka" vs Kataryna Puzyńska "Utopce"



Jakoś tak się złożyło, że w ramach przedferyjnego odmóżdżenia sięgnąłem po dwa kryminały: Katarzyny Puzyńskiej "Utopce" i ... "królowej szwedzkiego kryminału" - Camilli Lackberg "Złota klatka". No, jeśli Skandynawka jest królową, to pani Kasia musi być cesarzową!
Bardzo rozczarowała mnie szwedzka propozycja psychologicznego thrillera (nazewnictwo zgodne z anonsem reklamowym). Intryga jest tak naiwnie zbudowana, że miejscami niewiarygodna i irytująca. Niby jest tu jakiś rys opowieści o ofierze, która staje się katem i tryumfatorem, ale to, co dzieje się pomiędzy ... uff, aż zęby bolą. Istnieje oczywiście możliwość słabego tłumaczenia, ale na tym się nie znam i nie będę krytykował translatorów. Na tle Camilli Katarzyna wypada imponująco. Wiem, nieobiektywny jestem. "Utopce" to piąta powieść z serii i zżyłem się z bohaterami, jak z postaciami telewizyjnego "Klanu", ale sam pomysł, schemat, konstrukcja logiczna, to mistrzostwo w porównaniu z Lackberg. Kolejny tom o policjantach z Lipowa za mną. Muszę zamówić następny. "Złota klatka" zaś nie przekonała mnie do tego, rozwinął znajomość z następnymi częściami tej nowej serii.

Ocena: 1:0 dla Polski  

Marcin Kydryński "Muzyka moich ulic"

To wpis nietypowy, bo z zasady i założenia wszystkie przeczytane książki odnotowujemy i opisujemy na kartoteka-mmg.blogspot.com (przy okazji polecam), ale właśnie na naszej podróżniczej stronie jestem winien panu Marcinowi podziękowania. Żeby nie było zbyt słodko, to są to takie paradoksalne podziękowania, bo dalej autora nie lubię, ale tylko, albo aż w jednym wymiarze - tym radiowym, niedzielnym, mruczącym, choć znów paradoksalnie słucham go co tydzień - wszak od dziecięcia "Trójki"słucham. 
Wracając do albumu, pięknie wydanego na kredowym papierze, z całym mnóstwem artystycznych zdjęć.... Mogę Kydryńskiego nie trawić "werbalno - fonijnie", ale nie można mu odmówić wielkiej erudycji, umiejętności posługiwania się słowem oraz pasji. O hobbystycznej i super profesjonalnej fotografii już wspomniałem, co w przypadku Lizbony ma niebagatelne znaczenie, bo to metropolia, która urzekła mnie swoimi wieloma, fotogenicznymi twarzami. Druga, powszechnie znana namiętność naszego twórcy, to muzyka, a w stolicy Portugalii to FADO. O nim (owym fado) na stronicach niniejszej książki możemy dowiedzieć się prawie wszystkiego (autor jako psychofan z pewnością by zaprzeczył), tym bardziej, że do wydawnictwa dodana jest płyta CD, na której znajdziemy pełną gamę - od klasyki, po Annę Marię Jopek. Zresztą, Marcin Kydryński to przecież również tekściarz i kompozytor. Naprawdę warto posłuchać.
Radiowiec, wędrowiec i fotograf (jak piszą na winiecie) potrafił mnie skutecznie zaintrygować i ... poinformować. Książka jest opowiadaniem o ukochanym mieście, opowiadaniem pełnym dygresji, z których pisarz zdaje sobie sprawę, ale właśnie niektóre z tych pełnych uczyć wtrętów, zapadło mi najmocniej w pamięć. Poczułem klimat miasta zanim je zobaczyłem, a potem to wszystko mi się zgodziło i wiedziałem na co zwrócić uwagę. Chyba o to panu chodziło, panie Marcinie? Prawda? Bardzo dziękuję!!!

Ocena: 5
(Edipresse Polska; Warszawa 2017; stron:330)


Przy okazji, druga quasi książkowa pozycja:
Bartek Kieżun "Portugalia do zjedzenia"
Quasi, boć to książka kucharska. Podobnie jak wyżej wymieniona pięknie wydana. Może to kulinarny album? Mnóstwo ciekawych zdjęć (nie tylko potraw). Każdy przepis poprzedzony jest krótkim felietonem na temat miejsca i przeżyć, które autor wiąże z danym przysmakiem. Dla mnie oprócz aspektu wspomnieniowo- pamiątkowego, po tygodniowym pobycie w Lizbonie, pozycja ta będzie, mam nadzieję, miała również wartość poznawczo- praktyczną, bo przepisy są sformułowane w sposób przystępny, prosty i taki, żeby móc je wykorzystać w Polsce, bez posiłkowania się specjalistycznymi delikatesami. czy internetem. 
Mam już kilka typów do wypróbowania!!!

Ocena: 5
(Wydawnictwo Buchmann; Warszawa 2019)

piątek, 7 lutego 2020

Heather Morris "Tatuażysta z Auschwitz"

Coś tu jest mocno nie tak. Zbyt wiele rzeczy mi tu nie pasuje. Trochę niezręcznie o tym pisać, podważać prawdę przeczytanej powieści, bo rzecz dotyczy miejsca świętego, miejsca kaźni, największego zwyrodnienia w historii ludzkości ... Auschwitz. Trudno negować opowieść Lale Sokołowa, na którą powołuje się autorka, bo każdy kto przekroczył bramę nazistowskiego piekła zasługuje co najmniej na pełne szacunku milczenie, ale...
Podam tylko jeden przykład, może głupi, ale to on właśnie kazał mi zastanowić się, nad wartością i prawdomównością przekazu Heather Morris: (...) "Esesmani wbijają słupy w ziemię, stawiając prowizoryczne bramki na obu końcach boiska" (...). Kto????? Co????
Po lekturze pomyślałem: "Sprawdzę Cię Heather". Zakładałem, że to jakaś młoda przedstawicielka pokolenia "ego", nie do końca wie i czuje o czym opowiada. Po pobieżnym badaniu stwierdziłem, że nie taka już młoda Nowozelandka chyba faktycznie nie wie o CZYM pisze, ale z pewnością wie po CO, bo tam, gdzie nie wiadomo o co chodzi, to ... Tym bardziej, że widziałem już reklamę kolejnej powieści, pt "Cilka". Czyżby również na tę postać autorka natknęła się w australijskim szpitalu? Przepraszam za sarkazm, ale Cilka pojawia się na stronach "Tatuażysty" jako postać, którą wybrał sobie potwór w mundurze esesmana, aby ją codziennie gwałcić... Nie chcę tego napisać, ale muszę: - Marketingowo dobre? Mocne? Sprzeda się? To straszne!!! W ogóle zapanowała jakaś chora moda na powieści i romanse z obozów koncentracyjnych.
W kontekście postawy patriotycznej, o której tyle się u nas w kraju mówi, dziwię się wydawcom. Może nie na wszystkim trzeba zarabiać?! 
O ja naiwny!
Chcecie poznać prawdę, poczuć strach, obrzydzenie, ból, wściekłość, to przeczytajcie książkę Wiesława Kielara "Anus mundi".

Ocena: 2

(Wydawnictwo Marginesy; Wa-wa 2018; stron 326)

piątek, 3 stycznia 2020

Michel Houellebecq "Serotonina"

Czuję się rozczarowany. Nie wiem, czy to autor w swoim unijno- europejskim malkontenctwie posunął się za daleko, czy to ja nie zrozumiałem przekazu? Opowieść o moim rówieśniku, który mając wszystko (dobre dzieciństwo, wykształcenie, pracę, piękne kobiety) kończy jako totalne zero. Osobiście nie wiem, czy Houellebecq za niepowodzenia swojego bohatera obwinia lewicowo- liberalną (sic!) Europę? Czy to dylematy zawodowe (patrz upadek rolnictwa we Francji) dołują Florent"a- Claude'a? A może fakt, że jego japońska partnerka Yuzu uprawia seks ze wszystkim co się rusza, łącznie z owczarkiem niemieckim, wpędza go w depresję? Chyba, że wszystkiemu winien jest captorix, lek wyzwalający serotoninę i hamujący libido? Nie wiem. Nie wzruszyłem się, nie zdenerwowałem, nie przejąłem.
Z naddatkiem za poprzednie książki:

Ocena: 3

(Wydawnictwo WAB 2019; stron: 334)