czwartek, 9 sierpnia 2018

John Maxwell Coetzee "Lata szkolne Jezusa"

To moja pierwsza książka noblisty z 2003 roku. Trochę się zastrzegam, bo być może nie do końca właściwie zrozumiałem jej przesłanie. Jedno jest pewne. Pochłonęła mnie całkowicie. Czytając ją, czułem się jakbym stał tuż obok jej bohaterów i przysłuchiwał się ich rozmowom. Wszedłem w tamten świat, na pozór zwyczajny, wśród tuzinkowych postaci, a jednak magiczny. Pełno w nim metafor, tak to odczytuję, począwszy od tytułu, poprzez wątki obyczajowe, na kwestii rozumienia świata skończywszy. Książka mówi o zawiłych kwestiach moralnych prostym, codziennym językiem, często językiem sześcioletniego chłopca. Może stąd ten tytułowy Jezus? A może nie? Sami oceńcie. Naprawdę, naprawdę warto.

Ocena: 6

(Wydawnictwo Znak, Kraków 2018, stron 302)

niedziela, 5 sierpnia 2018

Carlos Ruiz Zafon "Więzień nieba"


"Więzień nieba" to ostatnia przeczytana przeze mnie pozycja z cyklu "Cmentarza Zapomnianych Książek", i moim zdaniem... najsłabsza. Wprawdzie, jak każdą książkę Zafona czytało się  ją przyjemnie, pozostał jednak pewien niedosyt. Może wynika to z faktu braku chronologii w moim zapoznawaniu się z poszczególnymi częściami opowieści, dla mnie jednak "Więzień..." to jedynie prolog "Labiryntu Duchów", który zachwycił mnie i wciągnął o wiele bardziej. Podobna sytuacja miała jednak miejsce w przypadku dwóch pierwszych części, które również czytałam w odwrotnej kolejności i wówczas miałam wręcz wrażenie, że cała historia zyskała na tym zupełnie niezamierzonym przeze mnie zabiegu. Tutaj natomiast nie dowiedziałam się praktycznie niczego, czego nie wiedziałabym już po przeczytaniu ostatniej części, zabrakło mi trochę intrygi i tajemnicy, która nie pozwała odłożyć książki na nocną szafkę mimo później pory. A może winien jest fakt, że Fermin, o którym w głównej mierze opowiada ta część cyklu, nie jest moim ulubionym bohaterem sagi o rodzie Sempere. Trudno orzec, w każdym razie mój apetyt zaostrzony "Labiryntem Duchów" nie został do końca zaspokojony. Niemniej, każdy kto jest fanem mrocznej i zamglonej Barcelony, którą roztacza przed nami w swoich opowieściach Carlos Ruiz Zafon powinien sięgnąć również po tę pozycję. Mimo lekkiego zawodu bowiem  po przewróceniu ostatniej strony, jest to mimo wszystko lektura, której warto poświęcić te kilka czytelniczych wieczorów.

Ocena: 4,5

(Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA, Warszawa 2018, stron 411)

sobota, 4 sierpnia 2018

Marcin Wicha "Rzeczy, których nie wyrzuciłem"

Dzieło: Lydia Flem "Jak likwidowałam dom moich rodziców" Warszawa 2005, to jedna z książek, która pozostała Marcinowi Wisze po ... śmierci matki. Choć nie znam tej pozycji, już sam tytuł mówi, że mogła być ona inspiracją dla autora opisywanej książki.
Jak? Po co? Makabryczny poradnik!? - ciśnie się na usta. Lecz po krótkiej refleksji, zastanowieniu, człowiek zdaje sobie sprawę, że prędzej, czy później to go czeka. Kiedyś będzie to wszystko przeglądał, pakował, wyrzucał... Dla mnie praca pana Wichy jest wzruszająco piękna. On to już zrobił... ze smutkiem, zastanowieniem. Dokonał wspaniałej, bez taniego sentymentalizmu, prezentacji życia swojej mamy. Pożegnał JĄ.
Moja mama (niech żyje sto lat!), wręczyła mi tę pozycję tuż przed wakacjami, wraz z komunikatem - "przeczytaj". Wypowiedziała to w ten sposób, że nawet nie zaglądając do środka, wiedziałem, że muszę. Jestem jej wdzięczny. Swoiste "Memento Mori". Przy okazji warto też zastanowić się nad sobą. Własną spuścizną.

Ocena: 5

(Wydawnictwo Karakter, Kraków 2017; stron 183)

poniedziałek, 30 lipca 2018

Jessie Burton "Miniaturzystka"


"Miniaturzystka", debiutancka powieść angielskiej autorki, Jessie Burton, trafiła w moje ręce trochę przez przypadek, zdecydowanie jednak nie żałuję chwil, które z nią spędziłam. Opowiada ona o losach młodej dziewczyny, która przybywa do wielkiego miasta jako świeżo poślubiona żona wielkiego kupca, którego praktycznie nie zna. Jej naiwne wyobrażenia o małżeństwie boleśnie zderzają się z brutalną rzeczywistością, w której przychodzi jej żyć. W tym nieprzyjaznym i wrogo nastawionym świecie, w którym kobieta nie ma praktycznie nic do powiedzenia, jedynym jasnym punktem zdaje się być postać miniaturzystki, która na zamówienie Nelli, bo tak ma na imię główna bohaterka, tworzy wyposażenie do podarowanego jej przez męża domku dla lalek. Typowo biznesowa, jak się na początku wydaje, znajomość, z czasem okazuje się coraz bardziej wpływać na życie młodej żony. Czy to jednak faktycznie tajemne moce, które posiada rzemieślniczka, warunkują życie dziewczyny? Czy miniaturzystka to przyjaciółka czy wróg? Stawiając sobie te pytania stajemy się jednocześnie świadkami przemiany, jaka staje się udziałem bohaterki. Z naiwnej dziewczynki staje się ona bowiem pewną siebie kobietą, która znajduje w sobie siłę do poradzenia sobie z wszystkimi tragediami, które szykuje dla niej los. A wszystko to na tle XVII- wiecznego Amsterdamu, gdzie losami ludzkimi rządzi pieniądz i chęć zysku, a wszechobecna obłuda nie oszczędza nikogo, byle tylko zachować pozory społecznego ładu i porządku.     
Na koniec zaś smaczek dla tych, którzy po lekturze książki będą mieli okazję odwiedzić Asterdam- w tamtejszym Rijksmuseum można faktycznie zobaczyć dom dla lalek, której właścicielką była Petronella Oortman. Przypadek, magia... a może efekt działania miniaturzystki....?

Ocena: 5

Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014, stron 462) 

niedziela, 20 maja 2018

Krzysztof Varga "Sonnenberg"

Książką jestem zachwycony, ale niczego, co z niej zaczerpnąłem, ani niczego, co o niej myślę, nie jestem pewien. To książka trudna, pełna detali, dzieło erudyty i malkontenta. Piszącego głównie o sobie? O nas? O mnie na pewno, niestety. Wiem, że autor w połowie z "pusztańskich stepów" się wywodzi, ale znajomość Budapesztu, jego smaczków, wad i zalet - jest zaskakująca. W ogóle znajomość węgierskiego życia, łącznie z prasą, sportem i dumną wiedzą na temat światowej sławy madziarskich gwiazd porno, robi wrażenie. Zresztą "Polak - Węgier dwa bratanki...", chyba nieprzypadkowo odnalazłem tu podobieństwa, w prześmiewczo (a jakże!) ukazanej dumie narodowej i pseudo patriotyzmie. Dla mnie jedno nie ulega wątpliwości: Krzysztof Varga jest PISARZEM, nie rzemieślnikiem, ani producentem, co wywodzę z poniższego cytatu:
"Nie mam najmniejszych pretensji do ludzi mieniących się pisarzami, którzy nie są nawet porządnymi rzemieślnikami, bo rzemieślnik to piękny zawód z wielką tradycją i ja bardzo cenię starych prawdziwych rzemieślników, szewców, krawców, zegarmistrzów. Nie mam pretensji do ludzi, którzy są zwykłymi producentami. Nie mam do nich pretensji, że sprzedają w wielkiej masie swoje nic niewarte popłuczyny po niczym i zarabiają na tym wielkie pieniądze, ponieważ robią to bez stosowania przemocy i łamania prawa, a więc uczciwie. Ja mam pretensje do tych wszystkich, których powinnością jest bronić kultury i cywilizacji przed tandetą, a którzy otworzyli na oścież bramy zamku i wpuścili najeźdźców, rozwijając na dodatek przed ich utytłanymi w błocie i gnoju butami czerwone dywany. Mam pretensje do tych, którzy nazywali siebie orędownikami dobrej literatury, a płaszczyli się przed producentami pulpy, paździerz i trocin, tłumacząc, że nie wolno pogardzać gustami ludu. Lud bowiem ma swoje gusta i potrzeby, które należy zrozumieć i uszanować, a jeśli lud czyta jakiekolwiek książki, to należy go pochwalić, że w ogóle cokolwiek czyta, przecież lepsze jest byle co niż nic. A ja myślę, że lepsze jest nic niż byle co."

Ocena: 6

(Wydawnictwo Czarne Wołowiec 2018, stron 479)

poniedziałek, 7 maja 2018

Trevor Noah "Nielegalny - moje dzieciństwo w RPA"

Swego czasu zachwycałem się książką Pauliny Wilk "Znaki szczególne". Trevor Noah - rocznik 1984 - daje świadectwo temu, że nie tylko MY mieliśmy przechlapane. Chodzi oczywiście o ustroje polityczne, w których przyszło dorastać młodzieży w RPA i PRL. Pewnie, że nie można ich porównywać, zestawiać. Jedno jest pewne - oba były pełne absurdów. Warto dowiedzieć się, jak pod koniec dwudziestego wieku, syn białego Szwajcara i czarnej Afrykanki z plemienia Khosa wychowywał się jako obywatel "trzeciego sortu", że sparafrazuję klasyka. Warto tym bardziej, że Trevor pisze lekko, z dowcipem, bez kombatanckiego zadęcia, jak przystało na gwiazdę "The Daily Show".
"Nielegalny" nie jest literackim arcydziełem. Tutaj pani Wilk wygrywa w cuglach, ale poznawczo, to pozycja warta zainteresowania. Cóż wiemy o RPA i ówczesnym rasizmie?
Nieczęsto też zdarza się możność przeczytania tak pięknego podziękowania, hołdu, złożonego matce. I myślę, że to był główny zamysł autora. Wszystko inne wyszło przy okazji.
Za marketing skuteczny i trafiony dziękuję panu Marcinowi Mellerowi.

Ocena: 5

(Wydawnictwo WAB, Warszawa 2018, stron 332)

czwartek, 5 kwietnia 2018

Marek Krajewski "Mock. Ludzkie Zoo"

Pana Eberharda Mock'a poznałem w 2008 roku. Wspólnie penetrowaliśmy Breslau, po którym krążyły "Widma", panowała "Dżuma", wreszcie miał nastąpić "Koniec świata". Zbyt wiele z tych zagadkowych peregrynacji nie pamiętam. To u mnie norma po lekturze kryminałów. Jednak ... Jednak Eberharda polubiłem. Brutal z wykształceniem klasycznym, pachnący i modny, a jednocześnie miłośnik piwa i golonki oraz burdeli wszelakich. Mock ciekawie prezentuje przedwojenny, niemiecki Wrocław. Seria z jego udziałem jest przyjemnie klimatyczna. A co do treści "Ludzkiego Zoo"? Sza! Przecież to kryminał.

Ocena: 5

(Wydawnictwo ZNAK Kraków 2017, stron 395)