sobota, 4 sierpnia 2018

Marcin Wicha "Rzeczy, których nie wyrzuciłem"

Dzieło: Lydia Flem "Jak likwidowałam dom moich rodziców" Warszawa 2005, to jedna z książek, która pozostała Marcinowi Wisze po ... śmierci matki. Choć nie znam tej pozycji, już sam tytuł mówi, że mogła być ona inspiracją dla autora opisywanej książki.
Jak? Po co? Makabryczny poradnik!? - ciśnie się na usta. Lecz po krótkiej refleksji, zastanowieniu, człowiek zdaje sobie sprawę, że prędzej, czy później to go czeka. Kiedyś będzie to wszystko przeglądał, pakował, wyrzucał... Dla mnie praca pana Wichy jest wzruszająco piękna. On to już zrobił... ze smutkiem, zastanowieniem. Dokonał wspaniałej, bez taniego sentymentalizmu, prezentacji życia swojej mamy. Pożegnał JĄ.
Moja mama (niech żyje sto lat!), wręczyła mi tę pozycję tuż przed wakacjami, wraz z komunikatem - "przeczytaj". Wypowiedziała to w ten sposób, że nawet nie zaglądając do środka, wiedziałem, że muszę. Jestem jej wdzięczny. Swoiste "Memento Mori". Przy okazji warto też zastanowić się nad sobą. Własną spuścizną.

Ocena: 5

(Wydawnictwo Karakter, Kraków 2017; stron 183)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz