sobota, 17 lutego 2018

Anna Kamińska "Wanda. Opowieść o sile życia i śmierci. Historia Wandy Rutkiewicz"



Ponieważ "Wandę...." wzięłam do rąk jeszcze pod koniec ciąży, moja przygoda z tą książką trwała wyjątkowo długo, bo ponad pół roku. Początki macierzyństwa nie nastrajały niestety do spędzania czasu z lekturą, więc leżała i czekała. Sięgnęłam do niej znowu w świetle niedawnych wydarzeń na Nanga Parbat. Nie jestem jakąś szczególną fanką biografii, ta jednak zainteresowała mnie ze względu na moją ukochaną, górską tematykę. Autorka z całą pewnością wykonała kawał dobrej roboty starając się dotrzeć do jak największej liczby osób, które znały Wandę Rutkiewicz i przedstawiając bohaterkę z różnych perspektyw. A na pewno nie była ona człowiekiem jednoznacznym. Góry były jej wielką miłością. Czy jednak nie wyjeżdżała w nie dlatego, że wśród ludzi tu, na nizinach, nie mogła sobie znaleźć miejsca? Była bezwzględnym wspinaczem, który za wszelką cenę chce wejść na szczyt, czy też wrażliwą, zagubioną i nieszczęśliwą kobietą. której nigdy nie udało się spełnić marzenia o własnym domu i rodzinie? A może wszystkie te zdania w jakiejś części charakteryzują Wandę? Myślę, że każdy musi sam wyrobić sobie zdanie, a książka Anny Kamińskiej na pewno pomaga w przybliżeniu sylwetki tej wybitnej himalaistki. I choć nie jest to trzymający w napięciu kryminał o wartkiej akcji, na pewno jest świetnym źródłem informacji na temat historii polskiego wspinania dla wszystkich, którzy interesują się tym tematem lub dopiero chcieliby go zgłębić.

Ocena:4,5

(Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017, stron 475)


niedziela, 28 stycznia 2018

Harlan Coben "Bez pożegnania"

Niektórzy porównują Cobena do Aghaty Christie i Roberta Ludluma. Gdyby nie to, że zaliczka na nienapisane jeszcze książki oscyluje w przypadku Cobena w okolicach kilkunastu milionów dolarów, to porównałbym go do Remigiusza Mroza. Z jedną różnicą. U Harlana opowieść stanowi zamkniętą całość. Chyba pisze według planu?! No cóż... Coben nieustannie króluje na listach bestsellerów, a z faktami nie ma co dyskutować. Na pewno przeczytam jeszcze niejedno jego dzieło, choćby jako weekendowy przerywnik po bardziej wymagających lekturach.

Ocena: 3

(Wydawnictwo Słówko Warszawa 2002, stron 415)

środa, 24 stycznia 2018

Eustachy Rylski "Obok Julii"

Po lekturze, wiedziałem jedno. Muszę przeczytać życiorys Eustachego Rylskiego. Coś przeczuwałem. Zbyt piękny język, wzruszająca nostalgia za czasami młodości, cudowne opisy, mnóstwo szczegółów. I bingo! - Pogrobowiec wychowany przez kobiety. Pierwsza praca w bazie samochodowej w okolicach Jeleniej Góry. Imanie się różnych zajęć, zwieńczone posiadaniem firmy remontowej... Wszak debiut literacki dopiero w okolicach czterdziestki. Ale, ale! Gdyby pozostałą treść książki wpisać w życie autora, to okazałoby się, że ... był konfidentem i bandytą, pozbawionym choćby odrobiny altruizmu. Byłby "czułym barbarzyńcą". Czułym na piękno i potęgę przyrody i dziwnie uwiązanym i przeklętym przez piękną nauczycielkę i bojowniczkę - Julię. Dlaczego Julia odcisnęła piętno na Janku Ruczaju- bohaterze książki? Moim zdaniem miała coś, czego pozbawiony był literacki (przynajmniej częściowo) pierwowzór autora. Miała idee, wiarę, żarliwość. I choć trzeba je oceniać negatywnie (komunistka i terrorystka), to Julia była "jakaś" ... - w przeciwieństwie do Jana - konformisty i mafijnego trutnia.
Książka porusza. Polecam tę spowiedź starego, mądrego człowieka.

Ocena: 6

(Wydawnictwo Wielka Litera Warszawa 2013, stron 381)

niedziela, 14 stycznia 2018

Jonathan Carroll "Kąpiąc lwa"

Sięgnąłem po Carrolla pierwszy raz po około 20 latach. Sięgnąłem niefrasobliwie i niezobowiązująco, bo pałętał się jeden, ostatni tom na półce z przecenami w "Biedronce:". 9.99 - a żal i przykro, że tak mało za dobrą, porządnie wydaną literaturę - jak zawsze w serii z Salamandrą. Ale nic to! Skoro dają, trzeba brać. i warto było. Choć Carroll czytany serią, zdradza swój szablon, to czytany co 20 lat, jak zwykle zadziwia nieposkromioną wyobraźnią i niewyobrażalnym "zryciem". "Zrycie" jest człowiekowi od czasu do czasu potrzebne. i tak, na początku poznajemy kłopoty małżeńskie pewnej pary. Człowiek wręcz pragnie, aby nastąpiła kontynuacja tej opowieści (tak dobrze napisane), kiedy niespodziewanie pojawia się Muba - czerwona słonica, z mapą wyrysowaną na boku i wielkim zegarkiem na lewej nodze. I to dopiero preludium. Potem jest jeszcze ciekawiej i "schiza" nie ma końca. Uwielbiam to! Co tu się dziwić? Stanisław Lem nie mógł się mylić rekomendując dzieła amerykańsko - austriacko - polskiego pisarza. Polecam. Świetne!!!

Ocena: 6

(Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis - Poznań 2013, stron: 320. Tytuł oryginału "Bathing the Lion")

środa, 3 stycznia 2018

Zygmunt Miłoszewski "Jak zawsze"

Tu mam pewien zgryz. autor porzucił inspektora Szackiego i postanowił stworzyć komedię (romantyczną?). Od razu dodam, że według mnie - komedię aluzyjną. Ten przymiotnik jest o tyle ważny, że w opowiadaniu chodzi głównie o aluzję, przemycenie poglądów i osądów autora w zawoalowanej formie. Tak, dokładnie tak, jak to miało w peerelowskich skeczach kabaretowych. Nasuwa się pytanie. Czy już tak daleko zabrnęliśmy z reformą pt. "Dobra zmiana", że musimy się posługiwać długim (470 stron) literackim mrugnięciem oka? Nie będę relacjonował treści, bo jak zawsze Miłoszewskiego czyta się przyjemnie i szybko, ale dla zachęty ... - Edward Gierek występuje w "Jak zawsze" jako emanacja Jarosława Kaczyńskiego. No cóż, to akurat jedna z łatwiejszych do odszyfrowania aluzji. 
A z książkami autora "Uwikłanych" mam tak, że nie odciskają na mnie trwałego śladu. Zwykle po tygodniu nie pamiętam o czym były. Jednak, za lekkość pióra, stworzenie politycznej fikcji i trzy miło spędzone wieczory z literaturą kategorii pop ...

Ocena: 5

(Wydawnictwo WAB, Warszawa 2017, stron 474)

środa, 27 grudnia 2017

Marek Wałkuski "Wałkowanie Ameryki"

Sympatyczny korespondent Polskiego Radia z USA prawie dokonał niemożliwego... Wybił mnie z czytelniczego ciągu, sprawił, że "wałkowałem" jego dzieło grubo ponad miesiąc, spowodował, że sięgnąłem po inne używki!!! (serial "Narcos" na Netflix)
To wszystko złośliwości, ale też fakty. Fajnie się słucha statystycznych ciekawostek rodem z USA podczas pięciominutowej radiowej relacji, ale fascynowanie się analizami jankeskiego GUS-u na trzystu stronach?! To już nie dla mnie. To nie znaczy, że książka jest bezwartościowa. O, nie! Autor przekazał w niej mnóstwo pożytecznych informacji, zaprezentował genezę i rozwój kultury, gospodarki i religijności amerykańskiego społeczeństwa. Widać, że dziennikarz lubi swoją pracę i pogłębia wiedzę o kraju, z którego prowadzi relacje, opierając się na wnikliwych badaniach, ale maniera statystyka, zestawienie procentów i liczb (bo i po co?) stawia tę książkę nisko w mojej prywatnej hierarchii.
Ocena: 2
(Wydawnictwo Helion 2012, stron: 307)

środa, 1 listopada 2017

Szczepan Twardoch "Ballada o pewnej panience"

Twardocha czytałem chyba wszystko, łącznie ze "Sztuką życia dla mężczyzn", którą popełnił z Przemysławem Bociąga, niejakim. Tutaj mamy do czynienia ze zbiorem opowiadań. Co tu dużo pisać. Są świetne! Każde z nich, na kilkunastu stronach wprowadza nas w mroczne, skomplikowane, naznaczone traumami wnętrza bohaterów. Nie da się nie zauważyć w owych opowiadaniach pewnych konotacji z powieściami Szczepana Twardocha, chociażby takimi jak: "Drach", "Wieloryby i ćmy" i chyba "Morfina". Mam wrażenie, że nowelki są wprawkami do wyżej wymienionych, albo może powstały przy okazji. Autor wielkim erudytą jest i basta! Wrażenie robi również nietypowy sposób prowadzenia narracji. Chciałoby się powiedzieć specyficzny dla śląskiego pisarza. Kiedyś, optowałbym za Noblem dla Twardocha, właśnie za to, ale ... autor szczerze się wygadał, auto-denuncjacji dokonał i w "Wielorybach i ćmach" przyznał się do fascynacji Władimirem Zazubrinem. To od niego pożyczył sposób opowiadania. 
Przy okazji gorąco polecam: Władimir Zazubrin "Drzazga - Opowieść o Niej i o Niej"
A Twardocha i tak podziwiam, cenię i lubię, dlatego:

Ocena: 6
(Wydawnictwo Literackie 2017, stron 315)