Ocena: 1
(Wydawnictwo ZNAK Crime; Kraków 2024; stron: 315)
Ocena: 1
(Wydawnictwo ZNAK Crime; Kraków 2024; stron: 315)
Ocena: 5
(Wydawnictwo Zysk i S-ka; Poznań 2020; stron: 700)
Ocena: 4
(Wydawnictwo Albatros; 2019; stron: 365)
Są książki, których recenzować nie wolno, nie wypada. No bo jak oceniać czyjeś korzenie rodzinne, szczególnie tak pokręcone, jak u Moniki Sznajderman? Jeżeli dodam, że owa historia rodzinna dotknięta jest z jednej strony Holocaustem, z drugiej zaś nacjonalizmem polskiej rodziny ziemiańskiej, to chyba nie ma wątpliwości... Takich wyznań i zwierzeń oceniać nie należy! Mogę napisać jedno: To BARDZO MĄDRA książka.
"Czy obojętność może zabić? Albo słowo - czy zabija równie skutecznie jak kamień, siekiera albo orczyk, jak ogień podłożony w stodole? Dla wielu, jeśli nie dla większości Polaków ich żydowscy sąsiedzi przez stulecia istnieli wyłącznie jako punkt odniesienia dla ich własnych poglądów i uczuć: w wyjątkowych i najlepszych wypadkach jako cenna część ich osobistego świata, najczęściej zaś jako mroczny obiekt zazdrości i nienawiści, jako grzeszna projekcja wstrętu i pożądania, jako ekonomiczny problem, polityczna sprawa do załatwienia, jako mówiąc krótko, emanacja nieprzezwyciężalnej obcości, a nie jako prawdziwe ludzkie istnienia z krwi i kości," (strona 228)
(Wydawnictwo Czarne; Wołowiec: 2016; stron: 270)
Oczywiście połknąłem tę książkę! Podobnie jak poprzednie. W głowie zrodziło mi się takie figlarne hasło: Jakub Żulczyk Quentinem Tarantino polskiej literatury. Czyżby? Eeee...., chyba nie! Quentin bawi, parodiuje, epatuje wulkanami krwi, aby wyśmiać, obnażyć amerykański kicz. U Jakuba jest głębia. Jest refleksja. Brudna, zbita, pokaleczona, naćpana, zadźgana, odarta z resztek godności - refleksja. Zawsze wielkie wrażenie robi na mnie słuch społeczny autora, a co za tym idzie pełen naturalizmu język, którym się posługuje w swoich powieściach. Tutaj oczywiście króluje Dario, który zapewne stał się już, cóż że psychopatyczną, ale ikoną popkultury. Równie fenomenalnie narysowana jest postać niejakiego Kurtki ("Wiesz o co chodzi?"). Nawiasem mówiąc, ciekawe, czy autentyczny "Duch z Żuromina" handlujący fentanylem, zawdzięcza swą ksywę żulczykowemu Jackowi Niteckiemu? Jeżeli jest na odwrót, to potwierdza to jedynie tezę o świetnym reaserchu dokonanym przez pisarza. Podziemny światek Warszawki daje również autorowi pretekst do niezbyt skrzętnie zawoalowanych aluzji do polskich postaci i wydarzeń politycznych i społecznych czasu pandemii. Zło obnaża zło. A czy zło jak zwykle przegrywa? Sprawdźcie sami!
Ocena: 6
(Wydawnictwo Świat Książki; Warszawa 2023; stron: 795)