niedziela, 14 lutego 2021

Leopold Tyrmand "Zły"

 

To kolejna z książek, które czytałem pacholęciem będąc. Widać włącza się pamięć wsteczna. Pamiętam, że knajackie klimaty stolicy w anturażu lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku zrobiły na mnie wielkie wrażenie. Pamiętam też, że jako student, podczas noworocznej popijawy w Małem Cichem ustawiłem całą imprezę jednym zwrotem zaczerpniętym ze stronic "Złego". - "Królowo!!!" - wykrzykiwane do podstarzałej barmanki zrobiło furorę. Może dlatego taki wielki sentyment do pana Tyrmanda? Coś musi być na rzeczy. Dzisiaj z równą przyjemnością pochłonąłem ten najsłynniejszy polski kryminał, ale jako stateczny mężczyzna w średnim wieku zwróciłem uwagę na całkowicie inny aspekt książki. - Miłość- ale miłość do miasta, Warszawy, do jej mrocznych tajemnic, brudów, zakamarków. Miłość bezkrytyczna i ponadczasowa, omijająca meandry polityczne i ustrojowe, po prostu wręcz spersonifikowana. Nawet śmiałbym przypuszczać, że intryga kryminalna miała być tylko pretekstem dla złożenia hołdu ukochanemu miastu. Z podobnym, choć całkowicie różnym stylistycznie podejściem do aglomeracji spotkałem się dotychczas tylko u Zafona, który ubóstwiał Barcelonę.
Przede mną najnowsza biografia Leopolda Tyrmanda. Ciekawe, czy moje obserwacje się potwierdzą?

Ocena: 6

(Wydawnictwo MG; Kraków 2014; stron: 774)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz